Wiecie co najbardziej kocham w piłce? Właśnie takie osiedlowe boiska, na których motywacja do gry nie wynika z kontraktów, premii za wygrany mecz, czyli najprościej mówiąc pieniędzy. Na podwórkowych arenach wielu z nas uczyło się życia, to tam odnosiliśmy swoje pierwsze porażki i zwycięstwa, to tam kształtowaliśmy swój charakter. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że osiedlowe boiska mają swój wyjątkowy urok.
Piłka skraca dystans
Jest jednak jedno boisko, które dało mi znacznie więcej niż wszystkie boiska mojego dzieciństwa. W 2011 jako wolontariusz wzięłam udział w projekcie „Lwowskie lato z trenerem osiedlowym”. Naszym zadaniem było prowadzenie zajęć dla dzieciaków, właśnie na osiedlowych boiskach, trzy godziny dziennie przez pięć dni w tygodniu, a głównym założeniem tego wolontariatu była animacja czasu wolnego najmłodszych mieszkańców Lwowa. Dzieciaki, które przychodziły do nas nie miały żadnych planów na wakacje, podejrzewam, że ich rodziców zwyczajnie nie było stać na zorganizowanie im czegokolwiek, nie mówiąc o wakacyjnych wyjazdach gdzieś poza miasto.
Początki były trudne, bariera językowa na pewno nam nie ułatwiała zadania. Szczęśliwie dla mnie, większość dzieciaków, które przychodziło na boisko to byli chłopcy, którzy chcieli grać przede wszystkim w piłkę, więc idealne środowisko dla mnie 🙂 Myślę, że to właśnie futbol nas zbliżył do siebie i pomógł pokonać wiele barier, a z każdym rozegranym meczem, skracał się dystans między nami.

Nasze boisko przy ulicy Szewczenki
Trafiłam na typowe osiedlowe boisko, otoczone blokowiskami. Oczywiście niewiele miało ono wspólnego z naszymi pięknymi i nowoczesnymi orlikami. Przez boisko prowadziło wiele ścieżek, z których mieszkańcy osiedla często korzystali, aby skrócić sobie trasę do domu. Jakoś szczególnie nie zwracaliśmy na to uwagi, serio zupełnie nam to nie przeszkadzało 🙂 Wysokość trawy również często pozostawiała wiele do życzenia. Podobnie było wtedy, kiedy deszczowa pogoda zamieniała nasze boisko w kilkanaście sporych kałuż, mimo wszystko nie miało to dla nas żadnego znaczenia. Od czasu do czasu graliśmy w coś innego, czasem po prostu rozmawialiśmy i to o wszystkim: o piłce, zawodnikach, klubach, ale też o życiu, o Polsce, o Ukrainie, o przyszłości, naszych planach i marzeniach. Dzięki tym dzieciakom, mogłam cofnąć się o kilkanaście lat i przypomnieć sobie, jak wiele radości przynosiła mi piłka, ale też docenić mój kraj, to co mam i jakie mam możliwości, ale najważniejsze dla mnie było wyprowadzanie ich z błędu, kiedy mówili, że spełnieniem ich marzeń jest wyjazd do Polski i sprzątanie domów. Cały czas powtarzałam im, że stać ich na więcej i mają robić wszystko, by mieć inne życie, niż to, o którym teraz marzą. Mimo wszystko, to ja zdecydowanie więcej zyskałam przebywając na boisku przy . Fajnie było czuć się komuś potrzebnym, widzieć ich uśmiechy na co dzień, cieszyć się z prostych rzeczy.
Przypominają mi się słowa A. Camusa „Wszystko, co wiem o moralności i obowiązkach, zawdzięczam piłce nożnej”. Mam dużą nadzieję, że moje wakacje spędzone w 2011 roku na Ukrainie dały nie tylko mi dużą dawkę pozytywnej energii do działania, ale i tym dzieciakom sprawiły choć trochę radości i wyniosły z nich coś wartościowego. Dla mnie to był naprawdę wyjątkowy czas. Życzę Wam tego, abyście doświadczyli w swoim życiu czegoś równie fajnego. Obejrzyjcie koniecznie zdjęcia 🙂
PS. 1. Naprawdę fajnie było podzielić się z Wami tymi wspomnieniami.
PS. 2. Obiecuję, że w kolejnych wpisach będzie więcej piwa – cierpliwości 🙂












