Lwów to miasto, z którego wywodzą się pierwsze polskie kluby piłkarskie: Lechia (1903), Czarni (1903) i Pogoń (1904). Niestety, wszystkie te drużyny zostały rozwiązane w 1939 roku po tym jak do Lwowa wkroczyła Armia Czerwona, a wschodnie tereny Polski zostały przyłączone do ZSRR. Na szczęście jeden z wymienionych klubów nie został zapomniany – w roku 2009 udało się reaktywować Lwowski Klub Sportowy Pogoń i przywrócić go do rozgrywek jako kontynuatora polskich tradycji. Dlatego mieszkając we Lwowie, nie mogłam odpuścić meczu jednego z najsłynniejszych klubów piłkarskich przedwojennej Polski.
Pogoń Lwów – FK Wielkie Glebowice
Na mecz wybrałam się sama i właśnie ze względu na brak towarzystwa, miałam oczywiście okazję trochę pobłądzić 🙂 Mecz (o ile dobrze to ustaliłam) odbywał się na boisku Szkolar, które znane jest jako stadion przedwojennej Lechii na Pohulance (położony w okolicy Cmentarza Łyczakowskiego i Cmentarza Orląt Lwowskich). Było to spotkanie rundy rewanżowej IV Ligi Obwodowej pomiędzy Pogonią Lwów i FK Wielkie Glebowice. Zawody zakończyły się wynikiem 2:2, a sama atmosfera meczu była raczej spokojna i rodzinna, ale w pozytywnym znaczeniu. Widać było, że rozgrywki piłkarskie sprowadzają w to miejsce osoby o polskim pochodzeniu i pozwalają im pamiętać o własnej tożsamości narodowej. Ja również wybrałam się na ten mecz, nie ze względów sportowych, ale sugerując się piękną historia, wspaniałymi tradycjami i właśnie… tęsknotą za Polską.
Jeśli chodzi o aspekty sportowe, warto dodać, że od 2009 roku Pogoń przeszła drogę od najniższych ligowych szczebli do 3. ligi krajowej (Premier Liga Obwodowa).

Jak widać na zdjęciu z panią sędzią – pojawił się nawet jeden wybryk chuligański. Oświadczyny kibicowi, niestety, nie udały się, ale był to kolejny element, dzięki któremu zapamiętałam ten wypad pozytywnie i wspominam go teraz z uśmiechem.
POGOŃ LWÓW. WSPÓLNA SPRAWA
Jak wspominałam na początku, lwowskie kluby zostały zlikwidowane w związku z wybuchem II wojny światowej. Polacy, którzy po 1945 zostali wysiedleni ze Lwowa i osiedleni na nowych ziemiach na zachodzie naszego kraju, stali się animatorami piłki nożnej na tych terenach. Często na pamiątkę rozwiązanej Pogoni Lwów, zakładali nowe drużyny, nawiązujące do tradycji lwowskiej między innymi poprzez przyjęcie niebiesko-czerwonych barw, a czasem nawet nazwy lub herbu lwowskiego klubu (nawiązania można znaleźć m.in. w takich klubach jak: Polonia Bytom, Pogoń Szczecin, Piast Gliwice, Odra Wodzisław i Odra Opole).
Jeśli chodzi o wsparcie udzielane przez kibiców polskich klubów, nie ma w tej kwestii podziałów, wszystko zgodnie z hasłem „POGOŃ LWÓW. WSPOLNA SPRAWA”. Oprócz klubów ekstraklasowych swoją pomoc najczęściej za pośrednictwem stowarzyszeń kibicowskich oferują także kluby z niższych lig rozgrywkowych. Równie często reaktywowana Pogoń zapraszana jest do Polski na mecze towarzyskie i turnieje (o takim przyjeździe Pogoni na 75-lecia klubu Stal Mielec pisałam TU).
„Kto w Pogoni ten w krwi ma wino”
Myślę, że warto wspomnieć też o hymnie klubu, bo jest nie tyle ciekawy, co wręcz fenomenalny – wsłuchajcie się koniecznie w tekst. „Marsz Pogoni” odsłuchacie w całości:
Fragmenty takie, jak te przytoczony w nagłówku czy ten poniżej, zdecydowanie warte są Waszej uwagi:
„Jeden lubi kurczę z rożna, drugi piwem pasie brzuch,
nasz ideał – piłka nożna, wieczna walka, wieczny ruch”
„Dyplomacje to utopie, polityka to jest chrzan”
I niestety wina lwowskiego (chyba) nie piłam. Ale na pocieszenie kilka butelek ukraińskich piw:
Polska Pogoń Lwów?
Na koniec chciałabym jeszcze przytoczyć odrobinę inny punkt widzenia polskości Pogoni, który reprezentuje zdecydowanie mniejsza część kibiców. Są osoby, które twierdzą, że nazywanie Pogoni Lwów, kontynuatorem tradycji przedwojennego klubu nie jest do końca prawdą. Wynika to z faktu, że skoro klub bierze udział w rozgrywkach ligi ukraińskiej, to jest klubem ukraińskim (bo przepisy ukraińskiej federacji – podobnie jak polskiej – nie dopuszczają tam możliwości gry klubów z innych krajów niż macierzysty). Zresztą w tej drużynie występują także Ukraińcy (niestety nie wiem, jaka jest ich proporcja w porównaniu do grających Polaków). W związku z tym, spotkałam się też z opinią, że nie jest to reaktywacja klubu, a jedynie resentyment.
Mimo wszystko, moim zdaniem, nawet jeśli idea stuprocentowego klubu polskiego we Lwowie nie jest proceduralnie możliwa, to i tak sama idea promowania polskości wśród mniejszości polskiej na Ukrainie jest dobrym pomysłem. Musimy pamiętać, że klub skupia swoją działalność nie tylko na aspektach sportowych, ale także bierze udział w przedsięwzięciach o znaczeniu społecznym i kulturalnym, co ma na pewno duży wpływ na polskie środowisko we Lwowie i okolicach. Druga sprawa – w Polsce żywa pamięć o Lwowie też ma swoje zalety: choćby taką, że wielu kibiców ze względu na poznanie historii Pogoni poznaje również burzliwą historię swojego kraju.
















