Jedną z ważnych zmian, jakie dostrzegam u siebie od kiedy zaczęłam intensywnie jeździć na mecze i oglądać je z perspektywy groundhoppera a nie kibica, jest to, że stałam się bardziej neutralna w swoich sympatiach kibicowskich. Nie wiem, czy to dobra, czy zła zmiana, ale na pewno daje mi to dużą swobodę przy wyborze spotkań, które chce obejrzeć. Jeśli mnie pamięć nie myli to na stadionie w Opolu przy ulicy Oleskiej ostatni raz byłam 15.10.2005 r. na III-ligowym spotkaniu z Arką Nowa Sól. I choć był to tylko epizod i od tego czasu moje sympatie kibicowskie skierowane są trochę w innym kierunku, to bardzo się cieszyłam na swój najbliższy wyjazd do Opola, bo czułam do tego stadionu jakiś sentyment. Zresztą, rzetelnie trzeba to przyznać, że Odra to klub z wielkimi tradycjami sportowymi i kibicowskimi, a pojedynek z Polonią Warszawa mógł zwiastować świetne emocje na tych dwóch płaszczyznach.

Nowi w II lidze
Na stadion przy wybierałam się już jakiś czas. Niestety zawsze w ostatniej chwili wypadło mi coś pilnego i na obiekt ostatecznie nie docierałam. Jednak w końcu 6 sierpnia, po 11 latach nieobecności dotarłam na stadion, który zawsze kojarzył mi się z genialnymi jupiterami robiącymi na mnie w dzieciństwie olbrzymie wrażenie.
Wybrałam mecz drugiej kolejki z Polonią Warszawa, którą miałam okazje oglądać w ubiegłym sezonie (relacje znajdziecie TUTAJ). Mogłoby się wydawać, że spotkanie to nie będzie porywające, w końcu na boisku miało się zmierzyć dwóch ligowych beniaminków. Jednak poziomem sportowym oraz widowiskowością meczu chyba mile zaskoczona była większa część trybun. Taką piłkę naprawdę chce się oglądać, a obie drużyny udowodniły, że ich awans i dołączenie do grona II-ligowych drużyn nie jest kwestią przypadku.
Co ważne dla mnie, było to spotkanie dwóch drużyn, które niegdyś walczyły o najwyższe ligowe trofea. Zawsze cenie takie spotkania, bo kluby z sukcesami w minionych latach i ze skomplikowaną sytuacją w niedalekiej przeszłości, a obecnie wychodzące na prostą, są na ogół ogromnie zmotywowane do walki, a na trybunach mają oddanych i wiernych kibiców – tych, których lata tułaczki po niższych ligach nie zniechęciły do wiary w to, że przyjdą w końcu lepsze czasy. Przecież klub z Warszawy jeszcze całkiem niedawno, bo w 2013 roku ogłosił decyzję o upadłości (Polonia grała wtedy w Ekstraklasie). Natomiast Odra sezon 2009/2010 rozpoczynała w IV lidze, ponieważ z powodów finansowych nie otrzymała licencji na grę w II lidze. Mimo tych nieprzychylności losu, obie drużyny konsekwentnie walczą o powrót do piłkarskiej elity i w ten oto sposób w obecnym sezonie spotkały się w roli beniaminków II ligi. Pozostaje nam bacznie obserwować jakie będą dalsze losy tych zespołów.
12 sekund
Tyle wystarczyło zawodnikom z Opola na zdobycie pierwszej bramki. Goście nie zdążyli dotknąć piłki, a już zostali zaskoczeni przez przeciwników i przegrywali mecz. Takie rozpoczęcie mogło zwiastować dobre sportowe emocje – i zgodnie z oczekiwaniami nie brakowało ich w całym meczu. W grze zawodników obu drużyn widać było pełne zaangażowanie, a to przekładało się w dużą ilość sytuacji podbramkowych i naprawdę składnych akcji. Przyjezdnym udało się wyrównać w 34 minucie, jednak w 45 minucie po celnym strzale Łukasza Winiarczyka, zawodnicy Polonii schodzili do szatni przegrywając 2:1.

Druga połowa rozpoczęła się równie konkretnie – już w 47 minucie goście zdążyli wyrównać. I mimo, że do samego końca spotkania było emocjonująco, a zawodnicy walczyli o korzystny rezultat do ostatnich minut, to nie padło już więcej bramek i mecz zakończył się wynikiem 2:2. W mojej ocenie był to wynik sprawiedliwy i oddawał wyrównany charakter spotkania.
Odra Opole – Polonia Warszawa, 6.08.2016, godz. 17:
Odra Opole: 1′ Dawid Wolny (1:0), 45′ Łukasz Winiarczyk (2:1)
Polonia Warszawa: 34′ Mariusz Marczak (1:1), 47′ Daniel Choroś (2:2)
Najwierniejsi
Mimo wywalczenia tylko jednego punktu, wydaje mi się, że kibice w Opolu mogą być usatysfakcjowani postawą swojego zespołu. W końcu Opole doczekało się solidnej drużyny, która walczy jak równy z równym z rywalami na II-ligowym poziomie.

Ten mecz zdecydowanie wzbudził zainteresowanie wśród opolskich kibiców. Na meczu z Polonią pojawiło się około 2000 lokalnych kibiców, z czego 40-50 fanów przyjechało z Warszawy. Doping na młynie Odry był słyszalny przez przeważającą część spotkania, i choć nie było „fajerwerków” mógł się podobać. Na płocie pojawiło się również sporo flag, które możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach:
Kibice Polonii oprócz „serdecznego pozdrowienia” warszawskiej Legii i kilku standardowych haseł nie zaprezentowali zbyt wiele przez resztę meczu.
Poniżej możecie zobaczyć doping kibiców obu ekip (źródło: Moje Wielkie Mecze):
Apetyty rosną
Wydaje się, że powoli nadchodzą długo wyczekiwane dobre czasy dla klubu z Opola. Wyniki sportowe są bardzo zadowalające, sponsorów wokół klubu pojawia się coraz więcej. Pozostaje mieć jedynie nadzieje, że osoby odpowiedzialne za zarządzanie opolskim klubem podołają nowym wyzwaniom i będą potrafiły podejmować decyzje sprzyjające rozwojowi klubu. Co prawda choć za nami dopiero dziewięć kolejek w II lidze, to o aspiracjach Odry do awansu mówi się coraz śmielej, tym bardziej, że jako aktualny wicelider tabeli (przegrywając bilansem bramkowym z Rakowem Częstochowa), na osiem rozegranych pojedynków, podopieczni Jana Furlepy mają na swoim koncie aż sześć zwycięstw, trzy remisy i ani jednej porażki (!). Takie statystyki mogą robić dobre wrażenie, a nie zapominajmy, że do tego dochodzi jeszcze solidna i efektowna gra niebiesko-czerwonych. Warto dodać, że w obecnym sezonie promocje ligę wyżej uzyskują trzy najlepsze drużyny drugiej ligi, natomiast czwarta zagra o awans w barażach. Aspiracje najbardziej zasłużonego sportowo klubu Opolszczyzny są wysokie i jeśli tylko zawodnicy nie spoczną na laurach po tak dobrym początku sezonu, to zapowiada się naprawdę ciekawy sezon w wykonaniu drużyny z Opola.
Dodam tylko, że dla mnie prywatnie to była bardzo pozytywna wizyta. Opole, to chyba moje ulubione miasto w Polsce, spędziłam tam 4 lata swojego studenckiego życia i dlatego po meczu udałam się w znane mi i lubiane miejsce spotkań czyli WSP, gdzie mogłam wypić pomeczowe piwo ze starymi znajomymi. W sumie szkoda, że nie wybraliśmy się do Staromiejskiej – piwiarni, która jak podaje portal historia-odry.opole.pl, na przełomie lat 70/80. stanowiła ulubione miejsce spotkań zawodników Odry Opole. Przyznam, że to również i mój ulubiony lokal w mieście 🙂
P.S. 1. Mam nadzieje, że moi znajomi z Odry są pozytywnie zaskoczeni moim wpisem. Myślę, że udało mi się podejść rzetelnie do tematu. Również kibiców ze Śląska proszę o potraktowanie tego wpisu w normalny sposób – jako relacje i obiektywną ocenę sytuacji klubu.
P.S. 2. Polecam także relację z tego samego meczu, mojego kolegi Krzysztofa, również groundhoppera, którego w końcu miałam okazję poznać na żywo -> RELACJA NA MOJE WIELKIE MECZE.
P.S. 3. Dziękuję też bardzo za miłe przyjęcie mnie na stadionie 🙂

























