(Z „lekkim” opóźnieniem, ale nie mogłam nie napisać tej relacji)
Co prawda, choć większość moich meczów to spontaniczne wyjazdy, dogrywane dosłownie kilka dni/godzin przed, to czasem zdarzy mi się upatrzyć jakieś spotkanie znacznie wcześniej. Tak było z meczem połączonym z otwarciem stadionu Widzewa – jak tylko pojawiły się doniesienia medialne na ten temat, a później terminarz ligowy, wiedziałam, że nie może mnie na takiej piłkarskiej imprezie zabraknąć. Tym bardziej, że wiem, ile ten nowy stadion (i to w dodatku z więcej niż jedną trybuną!) znaczy dla kibiców Widzewa.
Bilety na ten mecz były praktycznie niemożliwe do zdobycia, mi natomiast udało się uczestniczyć w tym spotkaniu tylko dlatego, że została mi przyznana akredytacja dziennikarska. I w ogóle to bardzo sympatyczna historia, bo podczas odbierania biletu pani pracująca w klubie, po tym jak przedstawiłam się z imienia i nazwiska, odpowiedziała „Znam i czytam”. Ktoś tu jednak zagląda! 🙂 Naprawdę dawno mi się tak miło nie zrobiło.
Widzewskie „You’ll Never Walk Alone”
Nie sposób nie wspomnieć o tym, że przed rundą wiosenną (sezon 2016/17) kibice Widzewa ustanowili nowy rekord Polski w liczbie sprzedanych karnetów. Przekroczyli liczbę 15 tysięcy wykupionych abonamentów deklasując inne piłkarskie marki, które mimo wszytko mają do zaoferowania lepszy produkt sportowy niż trzecioligowy Widzew. Ale to właśnie pokazuje, że nie poziom rozgrywkowy jest istotny, tylko budowanie tożsamości wokół klubu, a tego w Łodzi bez wątpienia nie brakuje. Naprawdę fajna sprawa. Powinno się takie sukcesy promować i pokazywać, że nawet na tym poziomie się da robić pozytywne rzeczy. Ogromne brawa oczywiście dla kibiców łódzkiej drużyny, ale i pracowników, którzy swoją skuteczną komunikacją podkręcali ten wynik jeszcze bardziej, a szum wokół karnetowej akcji i informacja o mobilizacji kibiców trzecioligowca dotarł nawet poza granice Polski.
Co ciekawe, na rundę jesienną sezonu 2017/18 Widzewowi już udało się pobić swój rekord z poprzedniego sezonu (wtedy stanęło na liczbie 15 310). Co to w praktyce oznacza? Że kupienie biletu na mecz trzecioligowca (!) będzie naprawdę bardzo trudne. Bardzo dobrze to pełne zaangażowanie kibiców łódzkiego klubu oddaje jedna z ich flag z napisem „You’ll Never Walk Alone”. Fani Widzewa zdecydowanie udowodnili, że to dla nich nie jest pusty slogan i chcą być ze swoim klubem, nawet w trzeciej lidze.
Komplet na otwarcie
Wracając jednak do samego meczu otwarcia – czuło się, że to ważny moment dla Widzewa. Nowy obiekt powstał w miejscu starego stadionu, na którym niegdyś Widzew rozgrywał swoje spotkania w Ekstraklasie czy w Lidze Mistrzów. Budowa areny trwała ponad półtora roku. Na stadionie podczas meczu otwarcia, rozegranym z ostatnią drużyną w tabeli (!) pojawiło się 17 443 osób, co jest rekordem frekwencji w Polsce na spotkaniu III ligi. Samo wydarzenie było teoretycznie dość skromne i mało atrakcyjne dla kibica żądnego atrakcji. Bo przecież zabrakło koncertu jakiejś gwiazdy, nie było nawet renomowanego przeciwnika, zamiast tego zobaczyliśmy pokaz pirotechniczny oraz mecz z drużyną, która na swoim koncie miała wtedy raptem jeden punkt… Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla kibiców, bo było to, co najważniejsze – LUDZIE. I to ci „ważni”, zasiadający na trybunie VIP (byli zawodnicy, działacze, politycy), ale i ci zwyczajni, którzy kochają ten klub i stanowią o jego sile i nie pozwalają zapomnieć o jego legendzie, mimo że sportowo drużyna znaczy dość niewiele (nie oszukujmy się, to wciąż czwarty poziom rozgrywkowy w Polsce). Podczas meczu czuło się, że to coś na co czekano od lat.

Na meczu oprócz pełnego stadionu kibiców, pojawiło się sporo znamienitych gości, m.in. legenda łódzkiego klubu i obecny szef PZPN-u Zbigniew Boniek, z którego ust padały wielkie hasła, dające Widzewowi wiarę i nadzieję na to, że klub powróci na piłkarskie salony.
„Klub z takimi kibicami, z takim stadionem nie może grać w III lidze”
– Zbigniew Boniek
Prezes PZPN
źródło: eurosport.onet.pl
Spełnienie marzeń
Ogólnie ten mecz to było spełnienie marzeń dla wielu osób. Dla kibiców Widzewa – bo w końcu doczekali się pięknego, nowoczesnego obiektu, o którym śnili już długi czas. Dla osób pracujących i działających na rzecz klubu – bo w końcu mają warunki, aby się rozwijać i przyciągać rozsądnych sponsorów. Jednak jest jeszcze ktoś, kto „wygrał” na tym otwarciu. W drodze do Łodzi, dużo myślałam, o tym jak wiele będzie znaczył ten mecz dla zawodników Motoru Lubawa. Nie sposób w tej relacji o nich nie wspomnieć. W momencie rozgrywania meczu otwarcia stadionu Widzewa, drużyna ta zdobyła tylko jeden punkt… Mogłabym w tym momencie napisać coś złośliwego, wyśmiać ten rezultat, jakby nie patrzeć dość żenujący, ALE nie zrobię tego. Lubię takie kluby, jak ten z Lubawy. Ok, wiem, że w sporcie liczą się przede wszystkim wyniki, ale ja uważam, że ważne jest też realizowanie marzeń i walka ze swoimi słabościami.
Dla Motoru najważniejsze było powstanie klubu w 1968 roku. Od tego czasu najistotniejszą datą będzie 18 marca 2017, czyli mecz otwarcia nowego stadionu na Widzewie. To dla nas wielkie wydarzenie. Nikt nie sądził, że zagramy na otwarcie stadionu jednego z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce. Ktoś z góry się jednak do nas uśmiechnął… Marzenia? Coś w tej lidze coś wygrać oraz zremisować. I zagrać w Łodzi.
– Krzysztof Malinowski
wiceprezes i trener pierwszej drużyny Motoru Lubawa
źródło: Gazeta Wyborcza Łódź
Żaden z piłkarzy Motoru nie grał nigdy przy tak dużej publiczności, mimo, że kilku z nich miało epizody w „poważnej” piłce. Dlatego tym bardziej cieszyło mnie, że mecz otwarcia, przy komplecie publiczności, trafił się akurat tej drużynie. To pokazuje tylko, jak bardzo życie nas zaskakuje. I myślę, że to było naprawdę coś dla chłopaków z Lubawy, móc wystąpić na pięknym, nowym stadionie, przed pełną widownią, z dopingiem na miarę najwyższego szczebla rozgrywkowego, już nawet pomijając cały ten szum medialny, który się wytworzył przy okazji tego meczu. Fajnie, że chłopaki z malutkiej miejscowości mieli okazję przeżyć taki mecz. I właśnie to zapamiętam najbardziej z tego otwarcia. Jak widać, nie zawsze najważniejsze jest przy okazji otwarcia nowego obiektu, aby na pierwszy mecz przyjechała topowa, europejska drużyna, czasami warto spełnić marzenie kilkunastu chłopaków z małej Lubawy.
Zwycięstwo na inaugurację rundy
Dokładnie o godzinie 19:10 (nawiązującej do roku powstania klubu) rozpoczął się mecz inaugurujący wiosnę. Jeśli chodzi o samo spotkanie, niestety sportowo nie było porywające. Co prawda gospodarz pokonał drużynę z Lubawy 2:0 (po bramkach Michalskiego i Mąki), ale poziom meczu rozgrywanego przy Piłsudskiego 138 pozostawiał wiele do życzenia, a łódzka drużyna momentami miała problemy z ograniem mocno zmotywowanego Motoru.
RTS Widzew – Motor Lubawa 2:0 (1:0)

Wielkie nadzieje, brak awansu…
Końcówka sezonu 2017/18 była dość emocjonująca, zwłaszcza dla kibiców w Łodzi. Do końca walkę o awans do drugiej ligi, oprócz faworyta – Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie, toczyły dwie łódzkie drużyny: ŁKS oraz Widzew, a tylko zwycięzca grupy otrzymywał przepustkę poziom wyżej. Ostatecznie promocję na wyższy szczebel sportowo uzyskał pierwszy z wymienionych klubów… jednak w ostatniej chwili zarząd Finishparkietu zdecydował, że rezygnuje z ubiegania się o licencję, argumentując to problemami organizacyjnymi. Tym samym sezon 2017/18 w drugiej lidze rozpocznie największy lokalny rywal Widzewa – ŁKS, który był wicemistrz grupy I trzeciej ligi. Jak się domyślacie, wywołało to szereg komentarzy wśród kibiców Widzewa… którym awans również się marzył. Przyznam się Wam, że moje sympatie kibicowskie są bardzo neutralne jeśli chodzi o miasto Łódź – natomiast wiem jedno – miejsce takich drużyn jak Widzew, czy ŁKS, jest naprawdę w Ekstraklasie. A meczu derbowego łódzkich drużyn na najwyższym szczeblu rozgrywkowym życzę i sobie i Wam i polskiej piłce 🙂 Wizerunkowo i pod względem zarządzania, Widzew powoli jest już w ekstraklasie, brakuje jedynie sportowego poziomu, by się do niej choć trochę zbliżyć.
