Są miejsca na piłkarskiej mapie Polski, do których zawsze z chęcią wracam. Jednym z nich jest właśnie Namysłów, w którym byłam w tym roku już w marcu (relacja TUTAJ) i w maju (relacja TUTAJ). Za każdym razem na miejscu czekał na mnie naprawdę dobrze zorganizowany doping, ciekawa oprawa i wyczuwalny piłkarski klimat panujący wokół stadionu, co jak na realia czwartoligowe jest naprawdę imponujące, dlatego wszystkim groundhopperom i osobom lubiącym kibicowskie klimaty, zwłaszcza te w niższych ligach, zawsze rekomenduje mecze w Namysłowie. Poniżej relacja ze spotkania: LZS Agroplon Głuszyna – NKS Start Namysłów, które co prawda miało miejsce pod koniec października, ale ze względu na to jak wiele się działo (głównie na trybunach) i jak dużo efektownych ujęć udało mi się zrobić, nie mogłam odpuścić i musiałam ją Wam opisać, nawet z dużym opóźnieniem 🙂
Historyczne derby
Wyjazd na mecz pomiędzy Agroplonem Głuszyna, a Startem Namysłów był zupełnie nieplanowany przeze mnie, bo szczerze mówiąc nie spodziewałam się po tym spotkaniu niczego szczególnego. Jednak ja już dostałam informację od kibiców z Namysłowa, że zapraszają mnie na ten mecz i że na pewno nie pożałuję przyjazdu, bo ma się dużo dziać – nie miałam wątpliwości i wpisałam ten wypad w swój grafik meczowy. Utwierdziłam się w swoich planach w momencie kiedy dowiedziałam się, że jest to spotkanie derbowe. Sympatycy niższych lig doskonale wiedzą jakie emocje wywołują mecze o prymat w gminie 🙂 W dodatku okazało się, że są to pierwsze, zatem historyczne derby na tym poziomie rozgrywkowym.
Spotkanie to wyjątkowe było jeszcze z jednego powodu… zespół z Namysłowa po raz pierwszy zagrał na swoim stadionie w charakterze… gości. Przyczyna? Drużyna z Głuszyny nie dysponuje boiskiem spełniającym wymogi stawiane przez OZPN czwartoligowym drużynom i z powodu braku licencji, LZS swoje domowe mecze rozgrywa korzystając ze stadionu przy Pułaskiego w Namysłowie.

Frekwencja i trybuny
Jak już wyżej wspominałam, takie spotkania derbowe w niższych ligach zawsze budzą większe emocje i mają też istotny wpływ na frekwencję. Tak było i tym razem, w Namysłowie pojawiło się aż 550 osób, w tym 70 przyjechało z Głuszyny. To oczywiście przełożyło się na jakość dopingu. Młyn kibiców z Namysłowa, jak zwykle był solidnie przygotowany, co jest chyba standardem podczas istotniejszych meczów tej drużyny. Mile zaskoczona byłam też tym, że również i młyn kibiców Agroplonu był całkiem liczny.

Niestety od pierwszego gwizdka arbitra było widać znaczącą różnice w dopingu pomiędzy obiema ekipami. Oczywiście, należy docenić i jednych i drugich kibiców za pojawienie się na meczu w dużej liczbie i to, że na miarę swoich możliwości i umiejętności każda z grup kibiców wspierała swoich zawodników. Bez dwóch zdań należy jednak przyznać, że na trybunach zdecydowanie lepiej pokazali się kibice Startu i wcale nie chodzi tu o użytą pirotechnikę, ale bardziej o zdyscyplinowanie w młynie, głośny i skoordynowany doping, świetną oprawę – wszystko idealnie dopracowane i gołym okiem zauważalne, że to nie spontaniczny zryw kibiców, a naprawdę coś przy czym namysłowscy fani trochę musieli się napracować. Takie ekipy najbardziej cenie – te które poświęcają swój czas nie tylko przez 90 minut meczu, ale są skore do tego, aby zrobić coś więcej i angażują się dużo wcześniej w przygotowania do spotkania swojej ukochanej drużyny.

Co do kibiców Agroplonu, nie ma się co oszukiwać, to inna liga w porównaniu do namysłowskich fanatyków. Ale tak jak już wcześniej wspominałam, należy docenić fakt ich licznego pojawienia się na stadionie przy Pułaskiego 5, a także to, że podjęli się próby dopingu i to, że wielu spośród nich przybyło na mecz w klubowych żółto-zielonych szalikach. To i tak naprawdę dużo jak na piąty poziom rozgrywkowy. Niestety w konfrontacji z klubem z Namysłowa, wszystkie ekipy w lidze wyglądają raczej słabo, jedynym wyjątkiem jest w przypadku grupy opolskiej – Chemik Kędzierzyn-Koźle.

Co ciekawe, drużyna z Głuszyny przez długi czas grała w B-klasie, dopiero od sezonu 2013/14 dzięki pojawieniu w klubie prezesa – Ryszarda Wołczańskiego (właściciel spółki Agroplon znajdującej się w nazwie dużyny) ruszyła machina, która doprowadziła ich przez trzy awanse pod rząd do czwartej ligi. Oczywiście dużą rolę w takim sukcesie sportowym odegrały pieniądze, które pojawiły się w klubie wraz z przybyciem nowego właściciela. A, że aktualnemu bossowi LZS-u często zmieniają się sympatie klubowe, to zdaniem namysłowskich kibiców, należało o tym przypomnieć kibicom z Głuszyny (zdjęcie powyżej). Wartym dodania jest również fakt, że właściciel spółki Agroplon był kiedyś także prezesem Startu.
Wracając jednak do wydarzeń na trybunach. Niestety w pierwszej połowie na sektorze gości, czyli kibiców Startu Namysłów pojawiła się policja. Ostatecznie po jakimś czasie zrezygnowała z przeszkadzaniu kibicom w oglądaniu meczu i odpuściła temat. Oczywiście funkcjonariuszom niczego nie udało się znaleźć … na całe szczęście, bo później było tak:

Sportowo
Jeśli chodzi o wydarzenia na boisku, przed meczem w roli faworyta spotkania stawiany był pobliski LZS i to on lepiej zaczął mecz. Pierwsza powoła nie była zbyt widowiskowa, a w drugiej części meczu inicjatywę nieznacznie przejęli goście. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, gola na wagę zwycięstwa zdobył głową Samborski. Piłkarze Startu oraz kibice zgromadzenie na stadionie wpadli w euforię, którą szczęśliwie udało mi się uchwycić na zdjęciach 🙂 Radość pod młynem fanatyków z Namysłowa trwała przez dłuższą chwilę, dlatego sędzia przedłużył spotkanie aż o 5 minut. W doliczonym czasie gry jednak wynik nie uległ już zmianie i 3 punkty trafiły do namysłowskiej drużyny, a gorzej notowany w tabeli Start wygrał z co prawda beniaminkiem, ale dobrze radzącym sobie w czwartej lidze Agroplonem (6 miejsce na koniec rundy).

29.10.2016 r., 14. kolejka IV ligi opolskiej
LZS Agroplon Głuszyna – NKS Start Namysłów 0-1 (0-0)
Powtórka z wiosny: MKS Kluczbork – GKS Katowice
Podobnie jak podczas marcowego wypadu do Namysłowa, po spotkaniu Startu wybrałam się na mecz do pobliskiego Kluczborka, gdzie swoje pierwszoligowe zmagania rozgrywa tamtejszy MKS. Tak się złożyło, że i tym razem rywalem drużyny z Opolszczyzny był GKS Katowice, co ponownie wróżyło ciekawe widowisko, również na trybunach. Kibice ze Śląska nie zawiedli – pojawiła się pirotechnika i głośny doping przez 90 minut. Również piłkarze GKS-u spisali się zgodnie z oczekiwaniami i jako faworyt spotkania, nie mieli większych problemów z pokonaniem MKS-u. Zresztą nie mogli sobie pozwolić na takie potknięcie, bo są jednym z poważniejszych kandydatów w walce o awans do Ekstraklasy.
29.10.2016, 15 kolejka 1. ligi
MKS Kluczbork – GKS Katowice 0:2
Warto wspomnieć, że dla fanów GKS-u wyjazdy do Kluczborka są jednymi z najbardziej pozytywnych, bo w tym miasteczku na Opolszczyźnie klub wie, jak dbać o kibiców drużyn przyjezdnych – zawsze czeka na nich kanapka i ciepła herbata. Ale o klubie z Kluczborka mam nadzieję, że będę miała okazję napisać coś więcej w przyszłym roku i poświęcę mu wtedy całą relację 🙂


























