Część pierwsza dotycząca filmów o tematyce kibicowskiej (znajdziesz ją TUTAJ) spotkała się z fajnym przyjęciem z Waszej strony, więc cały czas w planach miałam kolejny zestaw propozycji. Czasu niestety ostatnio ciągle brakowało, a priorytetem były dla mnie relacje z meczów, więc ze sporym opóźnieniem, ale w końcu – przygotowałam dla Was drugą część filmów o kibicach. Pamiętajcie jednak, że nie są to wyłącznie filmy, które polecam. Ze swojej strony daje Wam małą zajawkę na temat obejrzanych przeze mnie produkcji, czasami negatywną, a czasem pozytywną. Do Was należy decyzja, czy skusić się na wieczór z którymś z filmów 🙂
1. Klatka
reż. Sylwester Latkowski, 2003
Filmy dokumentalne, to chyba mój ulubiony gatunek. Osobiście rzadko sięgam nawet po książki z fikcją literacką, bo znacznie bardziej wolę te, które opisują rzeczywistość jaką była/jest. „Klatka” w reżyserii Sylwestra Latkowskiego jest dokumentem, który z założenia miał przedstawić środowisko chuliganów stadionowych w Polsce. To oni są głównymi bohaterami filmu i opowiadają o swoim życiu codziennym, walkach, motywach i emocjach, które im towarzyszą, ale także i o regułach, jakie panują w ich społeczności.
Podsumowując, jest to na pewno pozycja obowiązkowa do obejrzenia dla osób, które interesują się środowiskiem kibiców i chuliganów, jednak podchodziłabym do tego filmu z dystansem (jak właściwie do każdego dokumentu). Bo choć co prawda autor niczego w filmie nie komentuje, to zdecydowanie przedstawia w nim swój punkt widzenia. Duży plus należy się jednak za soundtrack i amatorskie materiały wideo zdobyte na potrzeby tego filmu.
2. To my, rugbyści
reż. Sylwester Latkowski, 2000
Kolejny z dokumentów w reżyserii Latkowskiego, starszy od Klatki o 3 lata i jak dla mnie zdecydowanie ciekawszy i bardziej spójny niż ten opisany powyżej. Pokazuje on historię stworzenia drużyny rugby z gdyńskich chuliganów. Latkowski przedstawia w swoim filmie jak inicjatywa społeczna doprowadza do tego, że chłopaki reprezentujący tzw. trudną młodzież wyrywają się ze swoich codziennych, niekoniecznie akceptowanych społecznie zajęć i znajduje nowe, sportowe zainteresowanie, które pozwala im nabrać pokory, uporządkować, a nawet odmienić ich życie.
W filmie znajdziecie sporo emocjonalnych wypowiedzi, szczere i bolesne wyznania ludzi z dość skomplikowaną przeszłością. Do tego podobnie jak w przypadku Klatki usłyszycie świetną muzykę. Moim zdaniem film zdecydowanie godny polecenia. W sieci znalazłam naprawdę fajny komentarz, którym pozwolę sobie podsumować tę produkcję:
„Jestem rugbystą, mam okazję grać z częścią z bohaterów tego filmu (nie wszyscy jeszcze grają). To dzięki temu filmowi zacząłem grać. Ten sport naprawdę uczy pokory i dyscypliny, a film to świetnie oddaje. Teraz Arka Gdynia to już kompletnie inny zespół, ale kiedyś naprawdę byli nie tylko zespołem ale i komuną. Do tego arcymistrzowska muzyka. Polecam”
3. Green Street Hooligans 2: Stand Your Ground
reż. Jesse V. Johnson, 2009
O „jedynce” pisałam Wam w poprzednim wpisie o filmach (TUTAJ). Teraz pora opisać kolejne części tej serii. No właśnie „serii”, mam z tym duży problem, czy można to w ten sposób określić, ponieważ ta produkcja jak dla mnie ma niewiele wspólnego z pierwszą częścią. Co prawda jest to jakaś pozorna kontynuacja – w filmie mamy do czynienia z członkami grupy kibiców West Ham United – G.S.E. (znanej z pierwszej części), którzy podczas swojego pobytu w więzieniu trafiają na przedstawicieli wrogiej ekipy z Millwall. Mimo wszystko jak dla mnie średnio to nawiązanie wyszło, chyba mniej rozczarowań sprawiłoby widzom nazwanie tego filmu osobnym tytułem, a nie posługiwanie się tym, który ściśle wiązał się z pewnymi oczekiwaniami odbiorców. W związku z tym pozostaje dość duży niesmak w tej kwestii.
Wracając jednak do samego filmu. Jeśli ktoś lubi banalną historię ze sporą dawką „mordobicia” to film powinien przypaść mu do gustu. Ja mimo wszystko cenię bardziej ambitne produkcje, w których fabuła wymaga od widza choć trochę zastanowienia 🙂 Ale na leniwy wieczór, czemu nie?
Co ciekawe jedynka Green Street Hooligans była brytyjska, a dwójka to już amerykańska produkcja. Może właśnie to miało wpływ na to, że ten kibicowski klimat został dość marnie oddany?
4. Green Street Hooligans 3: Never Back Down
reż. James Nunn, 2013
Kolejna, trzecia część wspomnianej wyżej serii Green Street Hooligans i niestety moim zdaniem tytułem żerująca na sławie pierwszego filmu. Znalazłam w sieci fajny komentarzem, który wyraża zdanie podobne do mojego w tej kwestii:
„Kto pozwolił na kontynuowanie tej serii i zniszczenie dobrego wrażenia pierwszej części, która powinna być tą jedyną?”
Oczywiście nawiązania kibicowskie w produkcji są, bowiem historia opowiada o powrocie do miasta byłego przywódcy grupy chuliganów, który ma w planach znaleźć mordercę swojego młodszego brata. Prowadzi to oczywiście do walki między nienawidzącymi się ekipami lokalnych drużyn piłkarskich. Sporo w tym filmie bijatyk, ale są to przede wszystkim ustawki walk ulicznych. W filmie występuje Scott Adkins, który (podobno) jest świetnym aktorem kina akcji, więc może to Was przekona do tej produkcji… a i nie można zapominać o prześlicznej barmance Molly 🙂
Podsumowując, jak dla mnie nie jest to typowo kibicowska produkcja. Myślę, że może ona przypaść do gustu własnie fanom kina akcji, ale zdecydowanie nie nastawiajcie się na to, że ta kolejna część serii Hooligans ma jakiś związek z poprzednimi.
Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że nie wyjdzie część czwarta Green Street Hooligans 🙂
5. Zawód: chuligan
reż. Nick Nevern, 2014
Dla kogoś kto obejrzał ten film, a nie zna wcześniejszych brytyjskich produkcji o tematyce kibicowskiej, może on wydać się mocno dziwny, a wręcz żenujący. Ci natomiast, którzy znają te filmowe klimaty zauważą, że jest to po prostu (marna?) parodia angielskich produkcji o chuliganach, m.in. takich jak: Rise of the footsoldier, Football Factory, The Firm, Cass czy Awaydays. Zatem jeśli wspominane filmy są ci póki co nieznane, a w dodatku nie przepadasz za dość specyficznym brytyjski humorem – zdecydowanie odradzam oglądanie tego filmu, bo gwarantuję ci, że uznasz go za nad wyraz prymitywny i głupi. Dla mnie początkowo taki własnie był, ale w momencie, kiedy zaczęłam w kolejnych scenach szukać analogii do innych kibicowskich filmów, oglądanie go nabrało jakiegoś sensu (podkreślam „jakiegoś”). Zatem bez znajomości oryginałów raczej nie ma co do niego siadać (uczciwie ostrzegam!).
Dodam tylko, że moją ulubioną sceną była ta, w której chuligani naśmiewają się z jednego z bohaterów, bo nie napisał on jeszcze swojej książki. Jest to satyra z tego, że na Wyspach powstała już masa tego typu wydawnictw i każdy „prawdziwy” chuligan już taką lekturę w swoim dorobku ma 🙂
Na koniec muszę zaznaczyć, że zdecydowanie nie jest kino dla każdego. Dlatego mimo wszystko bardziej rekomenduje oryginały parodiowanych w Zawód: chuligan filmów 🙂 Ja sama początkowo wytrwałam do połowy filmu i potrzebowałam przerwy żeby ponownie do niego usiąść, a całość obejrzałam tylko na potrzeby tej recenzji. Ale jestem bardzo ciekawa, czy Wam się uda obejrzeć całość 🙂 Dajcie koniecznie znać!
Czekam na Wasze filmowe opinie! 🙂
