Na mecz Polska – Finlandia trafiłam zupełnie przypadkowo i gdyby nie darmowy bilet raczej bym się tam nie wybrała. Dlaczego? Zwyczajnie nie przepadam za meczami reprezentacji. Na tego typu spotkaniach panuje zdecydowanie inny klimat i przychodzi na nie zupełnie inny typ kibiców. Brak opraw, solidnego dopingu, zamiast tego meksykańska fala, a jedyny pozytywny akcent takich spotkań to dla mnie usłyszeć i zaśpiewać wspólnie hymn Polski – zawsze mam wtedy ciarki.
Piękny Stadion Wrocław
Mecz Polska – Finlandia miał dla mnie dodatkowe znaczenie. Nie często bowiem zdarza się okazja, aby zobaczyć zapełniony Stadion Miejski we Wrocławiu. I choć w jednym z poprzednich wpisów (TUTAJ) wyraziłam się o nowym obiekcie dość negatywnie, to muszę podkreślić, że w przypadku takiej frekwencji jestem w stanie się do tego stadionu przekonać. Tym bardziej szkoda, że we Wrocławiu nadal nie mogą znaleźć sposobu na zapełnienie tej piłkarskiej areny. Łącznie na meczu towarzyskim z Finami (!) pojawiło się aż 42 068 osób. Gdyby to było możliwe w ligowych rozgrywkach we Wrocławiu…

Festyn
Jak pewnie doskonale zdajecie sobie sprawę, nie trudno jest znaleźć zależność pomiędzy wynikami reprezentacji, a zainteresowaniem kibiców grą kadry. Ostatnio nasza drużyna narodowa prezentuje się na bardzo dobrym poziomie i widoczny jest powrót „mody na reprezentacje”. Standardowo też pompuje się balonik tuż przed dużą imprezą piłkarską, a wszyscy doskonale pamiętamy jak kończyła się każda z nich w ostatnich latach.
Niestety, ale piłka reprezentacyjna to ten rodzaj piłki, który gromadzi wokół siebie największą liczbę tzw. kibiców sukcesu. To dla mnie taki kibic-konsument, który jeśli nie dostanie tego czego oczekuje czyli produktu (dobra gra, sukcesy jego drużyny, nowoczesny stadion, piłkarskie gwiazdy) po prostu odpuszcza mecz albo siada przed TV. To coś zupełnie odwrotnego niż w piłce ligowej. Ok – w klubowej odmianie futbolu również pojawia się od czasu do czasu napływ kibiców sukcesu, ale nie razi to aż tak w oczy, bowiem mamy pewien trzon, który tworzą Ci najbardziej zagorzali, nieopuszczający klubu w gorszych chwilach.
Myślę, że nigdy nie przekonam się do meczów reprezentacji i zawsze spotkania ligowe będą u mnie na pierwszym miejscu, nawet w przypadku spotkań B-klasy 🙂 Być może, ale podkreślam być może, wyjątkiem mogą się okazać mecze wyjazdowe reprezentacji. Znam osoby o podobnym do mojego poglądzie w temacie meczów kadry narodowej, jednak wśród nich są też kibice jeżdżący na mecze reprezentacji, jednak przede wszystkim te rozgrywane poza granicami Polski. Mówią, że to zupełnie inny klimat i zachwalają przede wszystkim tę całą otoczkę związaną z wyjazdem. Zresztą atutem takich meczów zagranicznych z udziałem naszej drużyny narodowej jest właśnie to, że Ci przysłowiowi Janusze raczej takich meczów nie wybierają. Wolą mecze w polskich miastach, gdzie nie muszą się za bardzo wysilić, aby zorganizować swój wyjazd.

Reprezentacyjny hurraoptymizm
„Polska rozgromiła Finlandię” – czytamy w artykułach w całej sieci. Ale czy to jakiś niesamowity powód do dumy? Nie dość, że mecz był towarzyski, a każdy kto ma choćby podstawową wiedzę na temat piłki nożnej jest w stanie sobie wyobrazić w jaki sposób traktują takie mecze trenerzy – bardziej niż o wynik chodzi wtedy o przetestowanie różnych wariantów gry i sprawdzenie zawodników. Z drugiej strony mieliśmy do czynienia z rywalem, który nie zaprezentował się źle – zaprezentował się fatalnie. Dlatego też w mojej ocenie mecz ten zupełnie niczego nie zmienił. Może być jedynie pomocny dla trenera przy wyborze kadry na Mistrzostwa Europy, choć tylko w przypadku tych zawodników, którzy byli już wcześniej naprawdę blisko wyjazdu na Euro. Co dał ten mecz nam, kibicom? W mojej ocenie nic. Jak dla mnie pojedynki piłkarskie między drużynami będącymi w zupełnie innej formie i na innym poziomie są bardzo słabe w odbiorze. I choć teoretycznie duża liczba bramek tworzy dobre widowisko, to ja preferuje mecze zakończone nawet wynikiem 0:0, ale przy ciągłej walce przez całe 90. minut. Takie jednostronne pojedynki są bardzo nudne i przewidywalne. Dlatego też podczas meczu Polska-Finlandia, każda kolejna bramka miała dla mnie mniejszą wartość i robiła na mnie coraz mniejsze wrażenie. Mecz zakończył się wynikiem 5:0 dla nas, ale czy to ma jakieś znaczenie? Żadne.
- DCIM100MEDIA
Pierwszy raz
Był to mój dopiero drugi raz na meczu reprezentacji Polski w piłce 11-osobowej. Pierwszy miał miejsce w 2007 roku i był meczem dającym nam awans na Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. Patrząc teraz na te całe świętowanie awansu po meczu – myślę, że nikt z nas wtedy nie dopuszczał do siebie myśli, że nasz udział w Euro skończy się w tak szybkim i słabym stylu. Może właśnie przez te doświadczenia z 2007 roku z Chorzowa jestem teraz tak ostrożna i nie nastawiam się na zbyt wiele?

PS.1. Przed i w trakcie meczu trzeba było się wspomóc piwem 🙂

PS. 2. Bardzo fajnie i w podobnym tonie o tym spotkaniu napisał Piotrek ze strony ksiazkisportowe.blogspot.com – sprawdźcie jego wpis TUTAJ.











