Pragę, a właściwie same Czechy planowałam odwiedzić już od bardzo dawna. Przede wszystkim ze względu na bliskość położenia naszego sąsiada, ale też i fajny, zupełnie inny klimat panujący na tamtejszych stadionach, który znałam do tej pory jedynie z opowieści i relacji kolegów-groundhopperów. Na szczęście w końcu udało mi się wybrać do Czech i co najlepsze – zobaczyć podczas swojego pobytu w stolicy naprawdę niezłe spotkania. Intensywność tego wyjazdu zawdzięczam Kamilowi i Wojtkowi, którzy przejęli pałeczkę i zaplanowali cały wyjazd – ja (nie)stety większość swoich wypadów zaliczam na tak zwanym „spontanie” 🙂
Na dobry początek: Wisła Kraków – Legia Warszawa (23.09.2016)
Swój wypad do Czech rozpoczęliśmy w… Krakowie. W piątek zerwałam się chwilę wcześniej z pracy, aby wyrobić się na mecz Ekstraklasy rozgrywany o godzinie 20:30. Ogólnie planowałam być tam trochę wcześniej, byłam nawet umówiona na przedmeczowe piwo ze znajomym, ale jak zwykle dojazd nieoczekiwanie mi się przedłużył i na stadion trafiłam o wiele później niż planowałam. Mimo wszystko, co najważniejsze – na czas! Sam mecz był na przyzwoitym poziomie, a Wisła była o krok od zwycięstwa – na przeszkodzie stanął jednak Arkadiusz Malarz, który obronił rzut karny podyktowany w końcówce spotkania. Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.
Swoją drogą, dziwnie się oglądało ten mecz mając świadomość, że jeszcze do niedawna spotkania Wisły z Legią to były ligowe klasyki, w których toczyła się rywalizacja o najwyższą lokatę w lidze. Tymczasem na Reymonta spotkały się drużyny, które bardzo słabo weszły w ten sezon i przebywały na dole tabeli Ekstraklasy (sytuacja się trochę poprawiła od tego meczu, obecnie Legia zajmuje 5, a Wisła 10 miejsce).
Oprócz sportowych aspektów, wypadałoby wspomnieć też o tym co działo się na trybunach – a mogło się podobać, bo nie zabrakło „fajerwerków” 🙂 Największy minus tego spotkania? Brak piwa w sprzedaży na stadionie Wisły… ze względu na to, że był to mecz podwyższonego ryzyka. Byłam tak zdesperowana, że kupiłam (chyba pierwszy raz w życiu!) piwo bezalkoholowe… NIE POLECAM!
Praga
Z Krakowa wyjechaliśmy przed północą, więc do stolicy Czech zawitaliśmy już nad ranem. Szybki prysznic, zakwaterowanie i ruszyliśmy w miasto. Dzięki moim współtowarzyszom podróży widziałam wszystko to, co należy zobaczyć będąc w Pradze (ostatni raz w tym mieście byłam jakieś 10 lat temu). Co prawda na ogół podczas moich wyjazdów dość rzadko skupiam się na turystycznych aspektach (mimo mojego wykształcenia), to dzięki chłopakom ten wyjazd zyskał nowy, trochę niecodzienny dla mnie wymiar.

Praga jest bardzo dobrze zachowanym miastem, z licznymi atrakcjami architektonicznymi, dlatego nie powinno dziwić, że jest to jeden z najczęściej wybieranych kierunków turystycznych w Europie. Niestety ja średnio lubię takie klimaty i raczej stronie od miejsc przepełnionych turystami – to nic przyjemnego przeciskać się przez tłum osób na moście Karola. Ogólnie nie znoszę dużych zbiorowisk ludzi, nawet na koncerty rzadko chodzę. Oczywiście wyjątkiem od tej reguły, są wizyty na stadionach 🙂
Nad zabytkami Pragi nie będę się rozwodzić, bo to nie jest tematyka tego bloga, ale mogę podzielić się z Wami kilkoma ładnymi ujęciami ze stolicy Czech.
Oczywiście podczas naszego wypadu nie zabrakło typowo czeskiego obiadu z moim ulubionym piwem – ciemnym Kozelem!

FK Dukla Praga – FC Zbrojovka Brno (24.09.2016)
Piłkarską sobotę zaczęliśmy od meczu na stadionie Dukli – Na Julisce, do którego co prawda prowadziły wyjątkowo długie schody, ale za to widok z tego obiektu na panoramę Pragi był bezcenny i wart tego wysiłku 🙂 Lokalizacja klubu jest bardzo malownicza, a trybuna stadionu wkomponowana została we wzgórze – do tej pory na żadnym stadionie nie spotkałam się z tak ciekawym rozwiązaniem.
Tuż przed dotarciem na stadion można też zobaczyć pomnik najwybitniejszego zawodnika tego klubu czyli Josefa Masopusta. To legendarny zawodnik, który uzyskał tytuł najlepszego piłkarza 50-lecia w Czechach (tytuł nadany przez Czeską Federację Piłkarską w 2004 roku), to także najlepszy piłkarz Europy w roku 1962 (w ankiecie France Football). W reprezentacji Czechosłowacji rozegrał 63 mecze i zdobył 10 goli. Występował na Mistrzostwach Świata 1958, a jego największym piłkarskim sukcesem było dojście do finału Mistrzostw Świata 1962 w Chile, w którym Czechosłowacja ostatecznie przegrała z Brazylią. W piłce klubowej największe sukcesy osiągnął grając w latach 1952–68 właśnie w Dukli Praga.
Jeśli chodzi o Duklę – jest to klub, który za czasów Czechosłowacji zdominował ówczesną ligę. Jego sportowy dorobek jest naprawdę imponujący: 11 tytułów mistrza kraju, 9 pucharów Czechosłowacji, półfinał Pucharu Europy Mistrzów Krajowych i półfinał Pucharu Zdobywców Pucharów.
Po tym jak aksamitna rewolucja obniżyła znaczenie armii, a należy wspomnieć, że Dukla była klubem wojskowym (czyli uprzywilejowanym w poprzednim ustroju), z roku na rok sytuacja drużyny się pogarszała. Inne kluby z Pragi, bez problemu pozyskiwały sponsorów pozwalających im na rozwój, Dukla natomiast była mocno kojarzona ze swoją komunistyczną przeszłością i miała duży problem odnalezieniem się w nowych realiach. Można się pokusić o stwierdzenie, że rozpad Czechosłowacji oznaczał dla Dukli początek końca.
Klub spadł do trzeciej ligi i wtedy pojawił się Bohumil Ďuričko – czeski przedsiębiorca, który postanowił pomóc wielkiemu niegdyś klubowi. W roku 1996 roku kupił on inny klub – FC Portal Příbram grający w drugiej lidze czeskiej i doprowadził do tego, że kluby zamieniły się licencjami, dzięki czemu Dukla zajęła miejsce w drugiej lidze.
Jednak zarząd klubu nie potrafił dojść do porozumienia z armią, która była właścicielem klubowego stadionu Na Julisce, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że klub został przeniesiony do miasta Příbram, położonego 60 km od Pragi. Zmianie uległa również nazwa drużyny, najpierw klub figurował jako FC Dukla, potem przekształcono ją na Dukla Příbram i FK Marila Příbram. W ten oto sposób nowy twór klubowy, zrezygnował z nazewnictwa odnoszącego się do legendarnej Dukli, natomiast jednocześnie przywłaszczał sobie sukcesy klubu z Pragi.
Warto jednak wspomnieć, że po fuzji z 1996 roku i kolejnych zmianach nazw, legendarny klub w Pradze nie przestał zupełnie istnieć. Prowadzone były sekcje młodzieżowe w założonym w 1998 roku FK Dukla Praha. Z czasem stworzono także drużynę seniorską. W 2001 doszło do kolejnej fuzji w historii tego klubu – połączono się z Duklą Dejvice, dzięki czemu Dukla Praha znowu pojawiła się na piłkarskiej mapie Czech. Niestety wyniki jakie osiągał klub nie były dostatecznie zadowalające i w kwietniu 2006 prezes klubu zapowiedział, że będzie szukał szybszej drogi awansowania do wyższych szczebli mistrzostw Czech. Tym samym już pod koniec tego samego roku zarząd klubu ogłosił, że przejmuje prawo do występów w drugiej lidze od klubu Fotbal Jakubčovice. Czyli kolejny raz doszło do zamiany miejscami, tym razem o tyle skutecznie, że klub po czterech latach, w sezonie 2010/11, wrócił do elity.
Sami widzicie skomplikowana historia i jak dla mnie mocno negatywna – moim zdaniem kupowanie miejsca w lidze, choć jest praktyką dopuszczaną przez prawo, jest dość kontrowersyjna i po prostu nieuczciwa . Warto też dodać, że zgodnie z prawem to klub z Příbramu kontynuuje sportowe tradycje Dukli Praga (!).

Co do samego meczu – padło w nim aż 6 bramek, więc spotkanie mogło się podobać. Jeśli chodzi o aspekty kibicowskie, Dukla owszem ma jakiś tam swój mini młyn, ale średnia wieku jest tam dość wysoka i choć momentami było tam nawet głośno, to mimo wszystko wyglądało to raczej zabawnie. Na meczu zjawili się także kibice przyjezdnych, na szczęście z bardziej zorganizowanym dopingiem 🙂
FK Dukla Praga – FC Zbrojovka Brno 4:2
Bohemians Praga 1905 – 1. FK Pribram (24.09.2016)
Po meczu Na Julisce jako, że czasu mieliśmy wyjątkowo mało skorzystaliśmy z ubera, aby dostać się na kolejny stadion – wciśnięty w praską dzielnice Vršovice stadion klubu Bohemians 1905. Wcześniej wiele słyszałam o wyjątkowej atmosferze panującej Na Ďolíčku i od zawsze zastanawiało mnie o co chodzi z tym kangurem w herbie klubowym, no i przede wszystkim dlaczego w rozgrywkach występował jeszcze do niedawna także drugi klub, o tej samej nazwie i posługujący się takim samym klokanem (klokan czyli po czesku kangur).

Wróćmy jednak do początków. W 1905 roku w Pradze powstał klub o nazwie AFK Vršovice (od nazwy ówczesnego przedmieścia Pragi, gdzie do dzisiaj występują piłkarze zielono-białych). W roku 1927 drużyna ta udała się w podróż do Australii, której celem miało być rozegranie tournée na tym kontynencie. Piłkarze AFK Vršovice podróżowali statkiem kilka tygodni, trasa prowadziła przez Kanał Sueski, a potem Cejlon, gdzie rozegrali zresztą pojedynek z reprezentacją brytyjskiego garnizonu w Colombo. Na miejscu okazało się jednak, że miejscowi mają duży problem z wymówieniem nazwy praskiego klubu i dlatego podczas tournée występowali pod nazwą Bohemians (jedno ze znaczeń tego słowa po angielsku to „Czesi”). Sam wyjazd pod względem sportowym był bardzo udany. Czeska drużyna rozegrała niemal 20 meczów, przegrywając jedynie dwa z nich i remisując również w dwóch spotkaniach. Tym samym nazwa Bohemians zaczęła kojarzyć się z sukcesami, dlatego też postanowiono ją zachować już na stałe. Dodatkowo legenda głosi, że podczas swojego pobytu w Australii drużyna otrzymała na pamiątkę dwa żywe kangury. Zwierzaki te miał być prezentem dla ówczesnego prezydenta Czechosłowacji Tomáša Masaryka. Niestety polityk po wręczeniu mu tego wyjątkowego prezentu nie był zbyt zadowolony i go nie przyjął (był wielbiecielem koni, a z kangurami nie wiedział co zrobić). W ten oto sposób kangury stały się własnością klubu (cześć źródeł podaje, że podarowano je praskiemu zoo), a wizyta w Australii wpłynęła na historie czeskiego klubu. Po pierwsze zmieniła mu nazwę na Bohemians, a po drugie australijski kangur stał się klubowym symbolem i stałym elementem herbu zielono-białych.

Piękne to wszystko, prawda? Niestety jak to w życiu bywa, w historii drużyny były też ciężkie momenty. Kłopoty zaczęły się w 2005 roku, kiedy to klub zmagający się od dłuższego czasu z problemami finansowymi wynikającymi ze złego zarządzania, ostatecznie zbankrutował. W dodatku złożyło się tak niefortunnie , że upadek tego legendarnego klubu ogłoszono w jego 100-lecie… W tej trudnej sytuacji, jak to często w piłce bywa, okazało się, że jedynymi którym na klubie zależy są jego najwierniejsi kibice. Postanowili oni, że ich drużyna musi nadal funkcjonować, zorganizowali zbiórkę, wykupili dług i zgłosili zespół nawiązujący do tradycji historycznego Bohemians do rozgrywek trzeciej ligi. Niestety nie mogli występować pod swoją historyczną nazwą, dlatego dodali do niej datę powstania klubu – w ten sposób powstał Bohemians 1905. Dlaczego tak się stało? Nazwa Bohemians była już niestety zajęta, ponieważ w tym samym czasie inny czeski klub – FC Střížkov Praga zdecydował się wykupić prawa do niej, a także związanych z nią atrybutów, m.in. barw i herbu. Od 2005 roku trwał w czeskim sądzie spór o prawa do posługiwania się marką Bohemians i choć sąd uznał, że prawo do legendy należy się „prawdziwym” kangurom. Ten drugi Bohemians długo nic sobie nie robił z tego wyroku. Finał tej sprawy wygląda jednak tak, że sezon 2015/16 drużyna udawanych kangurów rozegrała w 5 lidze i ostatecznie zakończyła swoją działalność (pozostała tylko sekcja kobiecej piłki).
Fajny materiał o Bohemce przygotował Szczepan z kanału Tour de Sport:
Podsumowując ten zagmatwany wątek: jest jeden Bohemians Praga, ten prawdziwy, który gra Na Ďolíčku, jest on bezpośrednim kontynuatorem tradycji „starego” Bohemians i występuje pod nazwą Bohemians 1905. Natomiast ten drugi, czyli Bohemians to właściwie FC Střížkov, który w 2005 roku przegrał proces o prawo do nazwy oraz herbu i w roku 2016 ostatecznie zakończył swoją nielegalną działalność.
Wracając jednak do naszej wizyty Na Ďolíčku. Wszystko było zgodnie z naszymi oczekiwaniami – bardzo klimatycznie. Sam stadion, choć również dość stary i mało nowoczesny, za sprawą swoich kibiców cieszy się niepowtarzalną atmosferą. Na obiekcie standardowo dostępna była tradycyjna czeska stadionowa gastronomia, a piwo nalewane jest w plastikowe kufle z wizerunkiem klubowego kangura. Pojemność obiektu z początkowych 18 tysięcy stopniowo spadała i obecnie stadion ma tylko 5 tys. krzesełek. Składa się on z trzech trybun, głównej, która jest zadaszona (na niej siedzieliśmy), nasypowa z młynem dla najbardziej zagorzałych fanów i trzecia, dość skromna po wschodniej stronie dla kibiców gości. Co ciekawe młyn kibiców Bohemians podobno jest uznawany przez klub jako autonomiczny teren kibiców, na którym nie mogą pojawiać się służby porządkowe.

Oprawy na stadionie często są wciągane na konstrukcji ogrodzenia za bramką, inaczej mówiąc są one podwieszane, tak jak możecie to zobaczyć na zdjęciu powyżej. Powyższa oprawa pokazuje jak Bohemians wyrzucają Příbram z ligi. A poniżej trochę pirotechniki odpalonej po końcowym gwizdku sędziego. Na jedenastce możecie zobaczyć klubową maskotkę – klokana 🙂

Bohemians Praga 1905 – 1. FK Příbram 1:0
Największy piłkarski stadion świata – Strahov
W niedzielę przed meczem derbowym udaliśmy się na największy piłkarski stadion świata czyli Strahov (Velký strahovský stadion). Jego wymiary są imponujące: 310×202 m, co znaczy, że zajmuje powierzchnię 62 876 m² (tj. około 6,3 hektara), natomiast na jego trybunach może zasiąść 250 tysięcy widzów! Kiedyś odbywały się na nim spartakiady i tego typu sportowe imprezy, oprócz tego stadion wykorzystywany był również do organizowania parad wojskowych czy wystąpień. Po zmianach ustrojowych, dla stadionu znaleziono nową rolę – od roku 1989 stał się miejscem największych w Czechach koncertów.
Obecnie Sparta Praga wydzierżawiła jego część na 20 lat i dzięki finansowemu wsparciu miasta, na terenie stadionu powstało centrum treningowe, w którego skład wchodzi siedem pełnowymiarowych boisk treningowych i jedno przeznaczone do minifutbolu. Na powstałych boiskach trenują wszystkie młodzieżowe drużyny Sparty, zespół rezerw oraz sekcja kobieca. Oprócz tego na płycie stadionu powstał parking, a także klubowy budynek, w którym jest też miejsce, gdzie można coś zjeść i oczywiście napić się piwa – z tej opcji skorzystaliśmy 🙂

Niestety trybuny są wyłączone z użytku i ich stan jest naprawdę zły. Póki co brak dalszych planów dotyczących wykorzystania stadionu po zakończeniu dzierżawy obiektu przez Spartę Praga. Warto zauważyć, że gdyby nie ten klub i to, że zdecydował się on jakoś zagospodarować tę przestrzeń, obiekt mógłby być w jeszcze gorszym stanie.
Rozważania dotyczące przyszłości tego miejsca są bardzo różne. Pod uwagę brana jest także opcja komercyjnego wykorzystania obiektu lub terenu jeśli podjęta zostanie decyzja o jego zburzeniu… Lokalizacja jest naprawdę dobra, więc wielu deweloperów z chęcią zakończyłoby historię tego stadionu.

Na kolejny obiekt nie mieliśmy daleko. Stadion Evžena Rošickiego i Strahov rozdziela jedynie ulica Zatopkova. Pojemność obiektu to blisko 20 tysięcy miejsc i jest on największym czynnym stadionem lekkoatletycznym w Czechach. Na obiekcie Evžena Rošického swoje ligowe, a także pucharowe mecze rozgrywały praskie kluby, których stadiony nie otrzymały licencji, były modernizowane bądź były dopiero w budowie – był to taki zastępczy obiekt dla klubów, które nie miały gdzie rozgrywać swoich spotkań.
Niestety podczas naszej wizyty obiekt był zamknięty na cztery spusty i nie udało nam się wejść do jego środka. Jednak to co udało nam sie zobaczyć na zewnątrz wystarczy do stwierdzenia, że również i ten obiekt niszczeje w oczach i jest kolejnym stadionem, który być może za jakiś czas zakończy swoją historię.
W skład całego kompleksu Strahov wchodzą: stadion Strahov nazywany także Velký strahovský stadion i stadion Evžena Rošického (te dwa udało nam się zobaczyć), a także treningowy stadion lekkoatletyczny zwany Stadionem Przyjaźni (Stadion Přátelství) oraz mały stadion (Maly sportovni stadion), miejsce do gry w squasha, kryty basen i centrum odnowy biologicznej.
Co ciekawe, w przeszłości obiekt nosił imię Tomáša Masaryka, pierwszego prezydenta Czechosłowacji – tego, który dostał kangury od zawodników z Bohemians 🙂
AC Sparta Praga – SK Slavia Praga (25.09.2016)
Ostatnim piłkarskim przystankiem na naszej drodze był stadion Generali Arena i rozgrywane na nim 286 derby praskich „S” czyli najstarsze nadal rozgrywane derby w kontynentalnej części Europy. Ich początek sięga 1896 roku:
Do pierwszego meczu między Spartą i Slavią doszło podczas turnieju sportowego, który odbył się pod koniec marca 1896 roku na wyspie Císařská louka należącej do praskiej dzielnicy Smichov. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, gdyż wprawdzie Sparta zdobyła gola, ale ostatecznie nie został on uznany. W tamtych czasach do uznania bramki konieczne było bowiem jej potwierdzenie przez kapitanów obu drużyn, a kapitan Slavii nie potwierdził utraty gola przez swoją drużynę.
źródło: www.wyszehrad.com
W drodze na stadion Sparty mieliśmy też okazję zobaczyć przemarsz ulicami Pragi kibiców Slavii. Mobilizacja na ten pochód była duża, było głośno i czerwono-biało. Bardzo lubię takie smaczki przed meczami, bo już przed pierwszym gwizdkiem na mieście czuć klimat nadchodzącej rywalizacji. Mnie zadziwiła spora liczba osób z pomalowanymi w barwach klubu twarzami – w Polsce na szczęście to chyba rzadko spotykana praktyka (poza piłką reprezentacyjną).

Sparta Praga rozgrywa swoje mecze na wspomnianym wcześniej stadionie Generali Arena. Obiekt początkowo nosił nazwę Stadion Letná – od nazwy dzielnicy, w której został wybudowany. W roku 2003 uległo to zmianie, kiedy klub sprzedał tak zwane naming rights i stadion zaczął funkcjonować jako Toyota Arena, a w 2007 zmieniono nazwę na AXA Arena. Kolejna umowa sponsorska została podpisana w 2009 i od tego momentu funkcjonuje on jako Generali Arena.

Pojemność stadionu to blisko 21 tysięcy miejsc. Dzięki wspomnianym wcześniej umowom sponsorskim obiekt jest regularnie ulepszany, aczkolwiek cały czas jest raczej przestarzały i w moim odczuciu daleko mu wciąż do naszych polskich realiów. Kto zatem lubi nowoczesne stadiony może być w Pradze zwiedziony widokiem toi toiów na obiekcie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym 🙂

Derby od samego początku zapowiadały się emocjonująco, zwłaszcza, że zarówno kibice Sparty, jak i Slavii to ekipy należą do czołówki kibicowskiej w Czechach, więc wybierając ten mecz można było się spodziewać sporej dawki wrażeń pozaboiskowych – i tak też było. Dużo działo się na trybunach obu stron. Nie zabrakło sektorówek i oczywiście pirotechniki, którą w najbardziej okazałej formie oczywiście ominęłam, stojąc w kolejce po piwo 🙁

Na boisku lepsza okazała się Slavia, co pewnie trochę sprowokowało niecodzienne zakończenie spotkania – po ostatnim gwizdku sędziego kibice przegranej drużyny wbiegli na murawę i zrobili tzw. „pitch invasion” 😀
Dla mnie dużym zaskoczeniem było to, że kibice obu drużyn nie wchodzili sobie w drogę. Część kibiców gości wykupiła bilety na sektorze gospodarzy, który znajdował się blisko sektora Slavii i również z tym nikt nie miał problemu. Co ciekawe widziałam sporo zakochanych par, gdzie jedna z osób kibicowała Sparcie, a druga Slavii. Nie przeszkadzało to jednak, aby wspólnie pójść na mecz, w różnych koszulkach klubowych – nie było widać w związku z tym żadnych oznak agresji. Chyba nie wyobrażam sobie takiego scenariusza w Polsce 🙂
Co ciekawe, na stadionie oprócz standardowych czeskich punktów gastronomicznych wyspecjalizowanych w kiełbasę i piwo, znalazło się również stoisko McDonald’s…
AC Sparta Praga – SK Slavia Praga 0:2
Podsumowując ten intensywny wyjazd – myślę, że Praga to miejsce, które pod względem piłkarskim powinien zwiedzić każdy fan piłki nożnej, dla którego liczy się coś więcej niż tylko sportowa rywalizacja na boisku. Jak sami się przekonaliście, historie praskich klubów są dość skomplikowane, ale wydaje mi się, że wszystkie kluby łączy jedna rzecz – specyficzny, czeski klimat na meczach. I choć ich infrastruktura stadionowa może nas Polaków dziwić, bo w kilka lat zdążyliśmy się przyzwyczaić do nowoczesnych i ładnych obiektów, to wydaje mi się, że Czechom ich stadiony zupełnie nie przeszkadzają. Ważne, że na meczu możesz kupić klobáse, pivo i program meczowy twojego ukochanego klubu 🙂
























































